Zaledwie kilka miesięcy po zdobyciu mistrzostwa NBA i ugruntowaniu swojego statusu legendy w Nowym Jorku, Karl-Anthony Towns znalazł się w finansowym klinczu ze swoją drużyną. Rozmowy w sprawie przedłużenia kontraktu utknęły w martwym punkcie, a sam zawodnik nie ukrywa narastającej frustracji.
„To nie wygląda dobrze” – ostre słowa przed startem preseason
Rozmawiając z mediami przed pierwszym meczem przedsezonowym, Towns odniósł się bezpośrednio do przebiegu negocjacji z zarządem Nowojorczyków. Zapytany przez Stephona Bondy’ego z New York Post, czy spodziewa się podpisania nowej umowy jeszcze przed rozpoczęciem sezonu regularnego, odpowiedział krótko:
„Mówiąc najprościej: chcę zrobić coś, co pozwoli utrzymać ten zespół w komplecie, wyjść Knicks naprzeciw i jednocześnie sprawi, że zostanę doceniony. Obecnie żadna z tych rzeczy nie jest nawet bliska realizacji. Czy będzie porozumienie przed startem sezonu? To nie wygląda dobrze.”
Gdy dziennikarze zapytali skrzydłowego, czy uważa, że powinien zostać nagrodzony za poprowadzenie Knicks do upragnionego tytułu mistrzowskiego, ten odparł bez ogródek: „No s***, Sherlock”.
Towns zarobi w nadchodzących rozgrywkach 57,1 mln dolarów, a na kolejny sezon posiada opcję zawodnika o wartości 61 mln dolarów. Przepisy pozwalają mu na podpisanie maksymalnego 4-letniego przedłużenia opiewającego na 276 mln dolarów. Mimo że 30-latek publicznie deklarował gotowość do przyjęcia pewnej zniżki, aby pomóc klubowi zmieścić się w limicie płac, propozycja zarządu mocno go rozczarowała.
Według ustaleń New York Post, Knicks zaoferowali Townsowi 4-letnią umowę na poziomie około 200 mln dolarów. Oferta klubu jest aż o 76 mln dolarów niższa od kwoty maksymalnej, którą Knicks mogą zaproponować swojemu środkowemu.
Średnia pensja na poziomie 50 mln dolarów rocznie oznaczałaby dla zawodnika faktyczną obniżkę zarobków w stosunku do tego, ile dostaje obecnie – i to świeżo po rozegraniu sezonu All-Star (średnie 20,1 pkt oraz 11,9 zbiórki) zakończonego mistrzostwem.
Widmo finansowej ściany i drugiego apronu
Zarząd Nowego Jorku próbuje lawirować w obliczu rygorystycznych przepisów dotyczących podatku od luksusu i progów podatkowych. Władze klubu wiedzą, że wkrótce czeka ich przedłużenie kontraktu Jalena Brunsona (od którego tym razem nikt nie oczekuje ponownej zniżki rzędu 113 mln $), a także konieczność podpisania nowych umów z Joshem Hartem i OG Anunobym.
Utrzymanie wszystkich kluczowych graczy w obecnym systemie finansowym NBA graniczy z cudem. Mimo to Towns uważa, że to nie on powinien być pierwszą ofiarą cięć budżetowych.
Obie strony mają czas na wypracowanie porozumienia do końca trwającego sezonu, jednak napięta atmosfera na progu rozgrywek z pewnością nie ułatwi dalszych rozmów. Próba obrony tytułu w kontekście problemów finansowych i podatkowych może być cięższa niż mogłoby się wydawać.





Dodaj komentarz